16.11.2020, 08:45

Człowiek nie może być zdrów i wesół przez całe życie

 Początki życia Antona Czechowa nie należały do najłatwiejszych. Ojciec-tyran, bieda i poczucie odpowiedzialności na wszystkich poziomach. Trochę sporo… Nie dziwią więc porównania biografa Czechowa do kota znalezionego w brudnej, publicznej toalecie, który potem znajduje ciepły i dobry dom (I kto by pomyślał, że z kibla wyjdzie taki geniusz).

 

Dużą frajdą jest samo trzymanie w rękach książki Sylwii Frołow pt. „Antonówki. Kobiety i Czechow”. Świetnie wydana edytorsko książeczka, aż pcha się w oko i prosi o przeczytanie, nie tylko wielbicieli Czechowa. Podkreśla to Agnieszka Glińska: reżyserka, którą większość z nas kojarzy z jego sztukami i nazywa „Panią od Czechowa”. Napisała nawet doktorat na temat psychologicznych aspektów dramatów Czechowa, oparty na jej własnych realizacjach sztuk wielkiego rosyjskiego dramatopisarza. Warto oddać jej głos na początku:

- Historie kobiet, z którymi wiązał się Czechow, czyta się jak jego sztuki – pełno tu niezrozumienia, rozczarowań, wielkich osobistych dramatów i groteskowych uników. Sam Anton jest w tej opowieści po trosze swoimi własnymi bohaterami: Płatonowem, Iwanowem, a tak naprawdę Don Juanem z Taganrogu, który miota się bezradnie między pragnieniem a powołaniem. Od lat głowiłam się, jakim cudem kobiece postacie w jego dramatach są tak żywe, wielowymiarowe, nieschematyczne i nasycone. Czechow rozumiał kobiety lepiej niż samego siebie.

Kłębuszek rodzinny

Czechow jak tylko stanął na nogi (skończył studia medyczne i zaczął pisać), zaczął utrzymywać całą rodzinę. Moi domownicy to gromada dorosłych ludzi mieszkających pod wspólnym dachem tylko dlatego, że z jakiś niezrozumiałych powodów nie mogą się rozstać – pisał. Nie był w stanie pozbyć się opieki nad nimi. W liście do brata komentował to tak: Gdybym teraz rzucił rodzinę na pastwę losu, starałbym się usprawiedliwiać to ciężkim charakterem matki, moimi krwotokami… To normalne i ludzkie, taka jest natura człowieka. Odpowiedzialność za nich porównywał do bagażu i guza na czole. Anton dobrze czuł się w tym rodzinnym kłębuszku, choć narzekał na hałas przy pisaniu, nie wyobrażał sobie życia w samotności. Dobrze znał człowieczy los. W liście do siostry pisał: po lecie musi nadejść zima, po młodości starość, po szczęściu nieszczęście i odwrotnie; człowiek nie może być zdrów  i wesół przez całe życie. Zawsze czyhają na niego nieszczęścia, nie może uniknąć śmierci, choćby nawet był Aleksandrem Macedońskiemu.

Matka w domu, pisarz w burdelu

Czechow lubił prostytutki. Dokądkolwiek wyjeżdżał, zawsze w pierwszej kolejności odwiedzał trzy miejsca: burdel, świątynię i cmentarz – pisze Frołow w swoje książce. Niektórzy mogą doszukiwać się w tym próby odreagowania od obciążenia całą rodziną, którą miał na głowie. Lubił też pornografię. Do dziś czecholodzy próbują odczytać to, co zostało przez cenzurę lub rodzinę pisarza usunięte z jego listów. Ponoć jednym z najgorliwszych strażników moralności Czechowa był pewien profesor literatury, prywatnie posiadacz największego w ZSRR zbioru fotografii pornograficznych.

Kobiety w życiu Czechowa

Pisarz miał słabość do prostytutek, a już jako 13 latek zakochał się w teatrze i aktorkach. Chyba żaden inny pisarz nie cieszył się ta powszechnym uwielbieniem kobiet. Większość życia spędził jednak w stanie kawalerskim, zapewniając wszystkich, a zwłaszcza ukochaną siostrę Marię, że nigdy się nie ożeni. Kiedy to zrobił 3 lata przed śmiercią, niektórzy uważali ten jego krok za samobójstwo. Być może miał wtedy świadomość, że zaczyna się starzeć, bo pisał do swojej przyszłej żony Olgi: zdrowie moje staje się, widać zupełnie starcze, więc, nawiasem mówiąc, w mojej osobie dostaniesz nie tyle małżonka, co dziadziusia. Literaturę już całkiem porzuciłem, a kiedy się pobierzemy, każę Ci, żebyś porzuciła teatr i będziemy sobie żyć jak plantatorzy.

Małżeństwo to samobójstwo

Słowa, że ślub spowodował śmierć pisarza można tłumaczyć tym, że był on bardzo chory, a żona Olga, aktorka ciągle grała w teatrach rozrzuconych po całej Rosji. On jeździł za nią. W książce można przeczytać, że nawet lekarz Czechowa potwierdza tezę, o tym, jak straszne w skutkach było małżeństwo dla pisarza. Ciągłe wyjazdy, przemęczenie i natłok przeżyć uniemożliwiały mu kurację i stale powodowały nawrót choroby. Czy jednak pisarz widział siebie naprawdę jako plantatora? Z dala od bujnego życia, jakie prowadził od zawsze? Wydaje się, że nie. Jego ostatnie chwile pokazują, że umarł jak król życia. Poprosił mimo zakazu o kieliszek szampana. Powiedział do żony: dawno nie piłem. Spokojnie wypił wszystko do dna, cicho legł na prawym boku i wkrótce umilkł na zawsze. Następnego dnia dostarczono biały garnitur, który Olga zamówiła dla męża na gorące dni. W nim został pochowany.

Wciąż czekam na coś, jakby dach miał nam runąć na głowę. (fragm. „Wiśniowy sad”, A. Czechow)

Foto: Wikipedia

Txt: Jowita Kamińska

 

 

 

 

 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X