25.11.2021, 08:45

Czesław Klimuszko – miłośnik kwiatów, roślin, ziół i twórczego tchnienia drzew

Niezwykłość ojca Andrzeja Klimuszki przejawiała się w rozumieniu przyrody. Drzewa, kwiaty, zioła jakby z nim rozmawiały i mówiły o swoich mocach. Traktowały go jak najlepszego przyjaciela, a on potrafił czerpać z nich to co najlepsze, by leczyć ludzi. Ten ezoteryczny świat stał przed nim otworem. Sam mówił: „(…) Ten zew i dynamizm przyrody żywej obudził w mojej jaźni nieprzepartą miłość i wieczystą przyjaźń z przyrodą. Byłem oddany całym moim uczuciem i myślą przyrodzie. Ona z kolei odkrywała przede mną swoje tajemnice i wciągała w swe bogate królestwo. Wpatrywałem się godzinami w rozkwitający pączek, który w moich oczach powoli rozwijał się w pełny kwiat. Wsłuchiwałem się w ciche tętno krążących soków wspaniałych drzew naszego kraju. W głębokim skupieniu odczuwałem niekiedy wibrujące prądy działające jakoś dobrze, regenerująco, kojąco od takich drzew jak: sosna, świerk, modrzew, lipa, brzoza, głóg. I na odwrót odczuwałem zimne, drażniące prądy, nawet jakby przygnębiające od osiki, olszyny, topoli, berberysu”.

Ta niezwykła wrażliwość i poświęcenie odkrywaniu dobrodziejstwa płynącego z ziół wpłynęła na to, że ojciec Klimuszko stał się genialnym zielarzem i fitoterapeutą oraz duszpasterzem całkowicie oddanym służbie innym. Ponadto sławę zyskał jako jasnowidz, który potrafił przewidzieć ważne wydarzenia i czytał człowieka jak wiersz wyuczony na pamięć. Napisał kilka książek, w których przekonywał, że świat materialny nie jest jedynym, a postęp cywilizacji, bez poszanowania praw rządzących przyrodą prowadzi do zagłady ludzkości. Przez 25 lat badał działanie roślin, ziół, owoców zdobywając doświadczenie w ich stosowaniu, nawet tam, gdzie lekarze rozkładali ręce i był to pozytywny skutek. Był bardzo skromnym człowiekiem i chciał, aby ludzie korzystali i stosowali zioła, będące wynikiem jego wieloletniej pracy.

Czesław Klimuszko przyszedł na świat w niewielkiej wsi Nierośnie na Białostoczczyźnie, 23 sierpnia 1905 roku. Był jednym z sześciorga dzieci niezamożnych rolników Zofii i Wincentego Klimuszko. Wychowywał się na wsi, dzięki temu spędzał czas w otoczeniu przyrody. „Ciągnęło mnie do chmur, do lasu, do samotności” – wyznawał. Swoją przygodę z ziołolecznictwem rozpoczął już jako 11-letni chłopiec. Instynkt oceniania dobroczynnych walorów ziół pomógł mu wyleczyć koleżankę z kurzajek, które nacierał sokiem z jaskółczego ziela. Czuł, że niektóre rośliny są przyjemne, inne zaś odpychające. I wiedział już, że jest to jego powołanie. Szkołę podstawową ukończył u ojców salezjanów, niestety rodziców nie było stać, aby syn mógł kontynuować naukę w pobliskim gimnazjum w Grodnie. W 1924 roku Czesław podjął decyzję o wstąpieniu do zakonu franciszkańskiego we Lwowie. Od 1925 roku rozpoczął nowicjat w Kalwarii Pacławskiej. Tam właśnie otrzymał imię Andrzej. Po maturze studiował filozofię we Lwowie i teologię w Krakowie. W 1934 przyjmuje święcenia kapłańskie. Co kilka lat przenosił się do innych klasztorów. Przebywał w Gnieźnie, Wilnie, Łagiewnikach koło Łodzi, Warszawie i właśnie tu zastał go wybuch wojny.

W czasie wojny aresztowało go gestapo w Kaliszu. Po wojnie ojciec Andrzej wyruszył na Pomorze i osiadł w Prabutach, gdzie prowadził działalność duszpasterską w dziewiętnastowiecznym kościele pod wezwaniem Św. Wojciecha. Do tej parafii przybywało mnóstwo pielgrzymów, ponieważ Klimuszko zyskał rozgłos dzięki swojemu darowi jasnowidzenia, którego początek związany był z przeżyciami wojennymi i wydarzeniami, których był świadkiem. Wstrząs obudził w nim nadświadomość i spowodował uruchomienie niezwykłych zdolności. Ojciec tak wspominał początek swoich parapsychicznych zdolności: „ W dziesięć miesięcy później, już w czasie niemieckiej okupacji, zdarzył się wypadek, który zapoczątkował historię prawdziwą, wyraźną mojego ponadzmysłowego postrzegania. W roku 1940, wyrwawszy się z rąk gestapo w Kaliszu, zatrzymałem się na czasowy pobyt w Wierzbicy, niemieckiej osadzie, położonej 19 km od Radomia. Tam w spokojny, majowy poranek wtargnął silny oddział hitlerowców w zamiarze ukarania mieszkańców za jakiś tam niedostateczny dla Trzeciej Rzeszy kontyngent drzew (…) Oprawcy po zmaltretowaniu fizycznie i moralnie niewinnych ludzi zabrali się do mnie. Chodziło im o ośmieszenie i poniżenie mojej osoby wobec ludzi. Oprowadzali mnie po rynku wśród szyderstw i brukowych inwektyw, fotografowali w asyście esesmanów z karabinami w rękach. Ale kiedy chcieli mnie zmusić do biegania po rynku, stanowczo się przeciwstawiłem. Nie mogłem, nie chciałem pozwolić na poniżenie mojej godności jako człowieka i jako Polaka. Opór mój doprowadził ich do wściekłości. Zostałem przez nich pobity i pokaleczony. (…) Świadomość doznanej krzywdy oraz widok wynaturzenia człowieka z trupią główką na czapce, cały ten splot wypadków wywołał w mojej jaźni silny wstrząs, który z kolei wyzwolił we mnie drzemiące, nieznane siły psychiczne, poruszył jakiś mechanizm w ośrodkach mózgu, obudził nadświadomość, dzięki której zacząłem przenikać psychofizyczną strukturę człowieka. Zacząłem dostrzegać w pewnych momentach za niektórymi ludźmi ciągnący się jakby film ze scenami ich przeżyć i przeszłości. Czułem wyraźnie, że w mojej sferze psychicznej nastąpił jakiś przełom, zaistniało coś i to coś nie jest anormalne, lecz raczej ponadnormalne”. To wydarzenie spowodowało zwrot w jego życiu. Kiedy patrzył na fotografię, widział jakby wypisany życiorys danej osoby, stan jego zdrowia, talenty. Fotografie pomagały mu odnaleźć zaginionych. Zainteresowanie społeczeństwa jego osobą, spowodowało, że Urząd Bezpieczeństwa zwrócił na niego uwagę. W porę ostrzeżony przed planowaną, potajemną akcją ”eliminacji niebezpiecznych księży” 8 grudnia 1948 roku w przebraniu kobiecym wyjechał do klasztoru franciszkańskiego w Lubomierzu. W latach 1953-1955 przebywał w Wyszogrodzie, a od 1955-1960 roku pełnił służbę kapłańską w Nieszawie koło Ciechocinka. W 1961 roku przeniósł się do klasztoru franciszkanów przy kościele świętego Pawła Apostoła w Elblągu. Do Elbląga nadciągali ludzie potrzebujący pomocy w odnalezieniu swoich bliskich, szukający pomocy na nieuleczalne choroby. Potrafił na podstawie krótkiego wywiadu stawiać diagnozę i wypisać recepty z indywidualnie dobraną kompozycją ziół. Zachowały się oryginalne recepty ojca Andrzeja, pisane jego ręką. Swój dar przenikania i zainteresowania ziołami zawarł w kilku książkach. „Wróćmy do ziół” „Parapsychologia w moim życiu”, „Moje widzenie świata”, „Szukajmy szczęścia w przyrodzie”.

W książce „Wróćmy do ziół ” autor zawarł całą swoją wiedzę, jak i podawał wskazówki co do tego, jak zidentyfikować, na jakie choroby jesteśmy podatni, jak unikać narażenia na choroby. Podawał zestaw naturalnych metod na wyleczenie z istniejących już chorób. Klimuszko cenił rośliny dziko rosnące, poza aglomeracją miejską. Uważał, że roślina działa, jeśli jest stosowana w mieszankach ziołowych. Sama nie ma działania leczniczego. Mieszanki – receptury zawierają zestawy 5,7,9 lub 11 ziół i muszą być odpowiednio parzone. W swej książce zwracał też uwagę na zdrowe odżywianie się i hartowanie ciała. Książka ta stała się kwintesencją gruntownego poznania działania roślin, ich paranormalnego odkrywania i doświadczenia w dziedzinie stosowania.

Podkreślał , że problemy zdrowotne człowieka są związane z odejściem od natury i łamania praw przyrody. Uważał, że powinniśmy mieszkać w domach z naturalnych materiałów, wybudowanych na terenach czystych radiestezyjnie, gdzie nie ma szkodliwych podziemnych promieniowań. Zalecał noszenie bielizny i ubrania z naturalnych materiałów i spacerowanie po lesie.

Zdolność do wyczuwania mocy roślin umożliwiła mu rozgraniczenie pozytywnego i negatywnego ich oddziaływania na organizm człowieka. Dobroczynny wpływ mają drzewa iglaste: modrzew, sosna, świerk, jodła, jałowiec, cis. Z liściastych: brzoza, lipa, dąb, kasztan, klon, morwa, akacja. Niekorzystny berberys, osika, topola, olcha, dziki bez. Pozostałe są obojętne dla człowieka. Fitoterapeuta zalecał też kąpiele, nacierania, hartowania, a także gimnastykę i spacery oraz wszelaki kontakt z przyrodą.

Twierdził, ze zbyt długie picie herbaty z mięty lub z piołunu może uszkadzać wątrobę oraz błonę śluzową żołądka. Ziół nie należy gotować, bo tracą cenne właściwości. Zioła za każdym razem należy zaparzać świeże, nie wolno ich słodzić, pić spokojnie, z wiarą w ich skuteczność.

Klimuszko wypowiadał się, że nasze zdrowie jest uzależnione od daty urodzenia, co wiązało się z wpływem zmieniającego się promieniowania kosmicznego oraz z docierającej energii słonecznej. Ponadto uważał, że niezbędna jest higiena zdrowia psychicznego i duchowa refleksja nad sobą, zachowaniem, życiem.

Klimuszko czuł, że ma misję. Zwracali się do niego milicjanci, gdy nie mogli uporać się ze śledztwem.

Pomógł amerykańskiej FBI odnaleźć porwaną wnuczkę magnata prasowego i dziedziczkę fortuny – Patty Hearst. Policji włoskiej wskazał miejsce, gdzie trzymane było ciało premiera Włoch – Aldo Moro. Przewidział wybór Karola Wojtyły na papieża oraz pomógł w odnalezieniu zwłok działacza politycznego, przewodniczącego Stowarzyszenia PAX i jeszcze wiele innych wydarzeń, chociażby wiedział jak zginął major Hubal, czy też przewidział śmierć kardynała Hlonda i Stanisława Kostki Łukomskiego.

Ojciec Klimuszko zmarł na gruźlicę płuc 25 sierpnia 1980 roku w wieku 75 lat. Na jego pogrzeb przyszło tysiące ludzi. W 1988 roku jego imieniem została nazwana ulica sąsiadująca z elbląskim klasztorem franciszkanów. Czytelnicy „Gazety Olsztyńskiej” przyznali mu tytuł „Elblążanina Stulecia”, a rada miasta Elbląga – tytuł honorowego obywatela Elbląga. W klasztorze znajduje się muzeum poświęcone jego osobie.

Skromny, nieszukający sławy ojciec Klimuszko całe swoje życie badał rośliny. Cała ta wiedza spisana w książkach jest poświęcona człowiekowi, któremu nigdy nie odmówił pomocy. Wizjoner, który po prostu pomagał, nie czerpiąc z tego żadnych korzyści. Nagrodą dla niego było odzyskane zdrowie, dzięki zastosowaniu jego terapii, lub pomoc w odnalezieniu zaginionych lub uprowadzonych.

„Szukajmy kontaktu z żywą przyrodą, a znajdziemy w niej radość życia, jej tchnienie przynosi nam energię i tężyznę naszemu ciału. Przyroda nas żywi, uczy, leczy, koi, kocha i raduje”. To słowa niezwykłego Czesława Klimuszki.

Angelika Grobelna

 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X