15.11.2021, 08:45

Cześć, mam raka

Ma 35 lat, jest mamą ośmiolatka, żoną, przyjaciółką. Na nowotwór piersi zachorowała w 2017 roku. Na co dzień pracuje z dziećmi i prowadzi bloga, wspierając inne kobiety w chorobie. Prowadzi również własną działalność. Przed Wami Paula Palenica.

Anna Wieczorek: Masz niebieskie włosy. Czy to pewnego rodzaju bunt, czy sposób wyrażania siebie? Skąd ten pomysł?

Paula Palenica: Od dawna chciałam mieć, ale mój fryzjer się buntował. Teraz już wie, że w sumie za chwilę mogę znów nie mieć włosów – zatem po co czekać? Lubię je.

Jednym z etapów choroby jest utrata włosów. Dla kobiety to bardzo ważny aspekt wyglądu. Jak było u Ciebie, gdy nadszedł ten dzień?

Próbowałam się na ten dzień przygotować, miałam umowę z mężem, że jak zaczną wypadać, to tniemy na zero. Po pierwszej chemii, resztkami sił pojechałam do mojego fryzjera, żeby ściąć włosy na krótko – wówczas miałam gęste, rude włosy. Chciałam zmniejszyć traumatyczny widok garści wypadających włosów. Po dwóch tygodniach od pierwszej dawki chemii zaczęły wypadać.

Zgodnie z umową, mąż zgolił mi włosy – leżałam z głową w zlewie i wyłam – bo nazywanie tego płaczem byłoby zdecydowanie nie na miejscu.

Najtrudniejszy etap choroby?

Zdecydowanie wypadanie włosów. Publiczne przyznanie się do choroby.

Co poza tym było najtrudniejsze dla Ciebie i Twoich bliskich, gdy nadeszła diagnoza: nowotwór piersi?

Wydaje mi się, że najtrudniejsze z początku było zaakceptowanie sytuacji. Dopóki ta choroba nie dotyczy nas samych, albo kogoś z naszych bliskich, to raczej nie rozmyślamy, co by było, gdyby. W momencie, w którym nagle pojawi się w Twoim otoczeniu, jedyne, co masz w głowie, to strach, że umrzesz.

Wiadomość o chorobie jest na pewno trudna nie tylko dla osoby chorej, ale też dla bliskich. Powiedziałaś od razu wszystkim? Synowi?

Tak, w ciągu dwóch dni wiedzieli wszyscy, którzy powinni; natomiast synowi podawaliśmy informacje tak, aby był w stanie je zrozumieć: mama jest chora, boli ją brzuch, głowa, itp. To było wystarczająco dla pięciolatka.

Co dawało Ci największą siłę, by rano wstać, uśmiechać się, być mamą, żoną?

Ludzie. Jestem zwierzęciem stadnym, wiara i siła, które dostawałam od ludzi, dawały mi moc zawsze wtedy, kiedy mi jej brakło. Ale były też dni, w których leżałam, płakałam i musiałam sama sobie dawać na to przestrzeń.

Kto był najbliżej Ciebie w tym trudnym czasie?

Nie mogę wymienić jednej osoby, bo byłoby to mocno niesprawiedliwe – miałam sztab ludzi, bez których wiem, że nie dałabym rady.

Co choroba zmieniła w Twoim życiu?

Na szczęście wiele: szybciej podejmuję decyzje, nie przejmuję się pierdołami, doceniam jeszcze bardziej małe szczęścia.

Czego bałaś się najbardziej?

Poza tym, że umrę, jedynie tego, że mój syn jest na tyle mały, że nie będzie mnie pamiętał. A ja go tak bardzo kocham.

Gdybyś miała zapamiętać jedną lekcję, jakiej doświadczyłaś podczas choroby; jedną wartość, jaką z niej wyciągnęłaś – co by to było?

Wsparcie ludzi – przyjaciół, rodziny ale także zupełnie obcych. Koncert, który był dla mnie zorganizowany – kosmos. Niesamowita energia, niesamowita moc, niepowtarzalne doznania. Wiem, że popełniłam w życiu kilka błędów – jak każdy, ale najwyraźniej też coś mi się udało.

Miałaś momenty, kiedy czułaś, że dalej nie dasz rady?

Oczywiście, że tak. Chwile załamania są chyba normalne – jednak to jest choroba, na którą się umiera.

Jak w ogóle zmotywowałaś się do walki o siebie, kiedy już ją zaczęłaś?

Nie wiem – tak całkiem serio. Któregoś dnia stanęłam przed lustrem, popatrzyłam sobie głęboko w oczy i zadałam pytanie: Chcesz żyć, czy umierasz? Od tego dnia zaczęłam o siebie walczyć.

Czy były jakieś słowa, które podczas choroby dawały Ci najwięcej siły?

Słowa raczej nie – bardziej czyjaś obecność. Nie musiałam rozmawiać, wystarczyło, że ktoś był obok – tak po prostu.

A Twoja recepta na życie?

Recepta? A jest taka? Dziś mogę powiedzieć: rób swoje, nie krzywdź innych, spełniaj marzenia.

Pytam o to, bo wspierasz inne kobiety w chorobie na swoim Facebooku: Cześć – mam raka. Skąd ten pomysł i siła, by im towarzyszyć w tym trudnym czasie?

Blog jest, był, terapią dla mnie i jak się okazało – pomocą dla innych. Ponadto – na samym początku moja mama sugerowała psychologa, psychiatrę, natomiast moi bliscy popatrzyli na nią i skomentowali: Mhm, już widzimy Paulę leżącą na kozetce – jeśli cokolwiek będzie z tym rakiem robić, to krzyczeć i zachęcać innych do leczenia. I tak się stało.

Co Cię najbardziej dotyka, gdy czytasz o innych chorych, kobietach, które wspierasz?

Każda z nich jest zazwyczaj na etapie strachu i zwątpienia. Ja nie jestem lekarzem – ja pomagam odnaleźć im siebie w sobie na nowo, zaakceptować i zacząć bitwę o siebie. Niestety kilku kobiet poznanych w trakcie leczenia już z nami nie ma – i każdą z tych śmierci przeżywałam bardzo.

Pracujesz z dziećmi jako animator, realizujesz wiele projektów. Czy to Twój sposób na życie w chorobie?

To mój sposób na życie – zaczęłam długo przed chorobą. Realizuję się w tej pracy i bardzo ją lubię – no, a w życiu chyba chodzi o to, żeby robić to, co się lubi.

Lubisz siebie? Za co? Dlaczego?

Tak, nawet bardzo lubię. Są oczywiście kwestie, nad którymi muszę popracować, ale przecież nikt nie jest idealny. Doszłam do tego etapu, w którym się akceptuję. Lubię swój wygląd, lubię swoją wewnętrzną moc.

Kim dziś jest Paula? Kogo dziś widzisz, patrząc w lustro?

Jestem tą samą Paulą, tylko trochę bardziej zdecydowaną i silniejszą.

Jak dziś postrzegasz życie?

Cały czas tak samo. Życie jest piękne, świat jest piękny, trzeba go tylko poznawać!

„Sobą ze sobą” – zdradź kilka słów o swoim projekcie

To jest projekt, który zaczynam. Na Cześć – mam raka coraz mniej mojego chorowania – na szczęście,;) a zagubione kobiety, nie tylko chore, cały czas są – mają problem z akceptacją siebie, bardziej przejmują się zdaniem innych, niż swoimi potrzebami – a to chyba nie tak powinno wyglądać. Może wspólnie uda nam się odnaleźć piękno.

O czym marzysz?

O domu. Marzę o własnym kącie z ogrodem.

Co ci pozwala zachować pogodę ducha?

W dużej mierze praca, choć COVID mocno mi to utrudnia – ale ludzie, to ludzie są siłą.

Czego Ci życzyć?

Zdrowia – z resztą świetnie sobie poradzę.

Kilka słów, które chciałabyś przekazać naszym Czytelniczkom?

Żyj pełnią życia, ciesz się małymi rzeczami, badaj się, znajdź czas dla siebie – nikt o Ciebie nie zadba, jeśli Ty nie zadbasz o siebie!

Anna Wieczorek – współtwórca i autorka tekstów na portalu sama-mama. Tworzy teksty dla kobiet oraz utwory dla najmłodszych. Pełna empatii dla drugiego człowieka. Jej pozytywne nastawienie i wiara w lepsze jutro sprawiają, że niemożliwe staje się możliwie. Prywatnie – mama dwóch córek, kreatywna i pełna pomysłów artystyczna dusza oraz miłośniczka poezji śpiewanej i kryminałów.

 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X