02.11.2021, 08:45

Casanova w Polsce

Zaprzyjaźnił się z królem Stanisławem Augustem, prawie został jego sekretarzem, ale i tak wszystko zakończyło się skandalem. O krwawym pojedynku znanego w całej Europie uwodziciela z polskim magnatem plotkowano na salonach w Paryżu, Wenecji, Wiedniu, w Rzymie, Moskwie i Londynie…

Giacomo zacisnął dłoń na drewnianej, rzeźbionej rękojeści pistoletu. Kciukiem namacał chłodny, metalowy korek. Ciepłe drewno i chłód stali. Dziesięć kroków. Od szpaleru dzieliło go tylko dziesięć kroków. Mało. Bardzo mało. Nie chciał tego robić. Nie chciałby trafić temu człowiekowi z tak bliska w twarz. Dziwna to rzecz – honor. Właśnie przez honor ryzykowali życie. On, Giacomo Casanova, syn aktorki i stojący przed nim Franciszek Ksawery Branicki herbu Korczak, pierwszy generał, adiutant królewski.

Giacomo nie chciał się pojedynkować. Wszak trzy dni temu przesłał królowi traktat o prawie weneckim. W napisanie tego krótkiego utworu włożył swój cały kunszt, erudycję i poczucie humoru. Posadę królewskiego sekretarza miał już niemal w kieszeni. Wtedy wszedł mu w drogę ten Branicki. Niepotrzebnie zaglądał do garderoby Anny, zmierzał przecież do rozbieralni Teresy. Te otwarte drzwi, fatałaszki Binetti i niegdysiejszy, przebrzmiały romans… Cóż by mu szkodziło złożyć i Annie kurtuazyjne gratulacje? Szkodziło. Właśnie przez to znalazł się… jak to się w tym kraju mawia „na obitej ziemi”. Wcale nie była ubita. Pod nogami skrzypiał mu śnieg. W dodatki ci siepacze, którzy przyjechali po niego do gospody karocą. Obstawa sześciu ludzi. To nie wróżyło niczego dobrego, nawet gdyby wygrał ten pojedynek.

Mimo targających nim wątpliwości Giacomo zachował spokój. Jego twarz była nieruchoma jak wenecka maska. Wydatne usta, gładkie nieruchome policzki pobielały na mrozie. Nie był już młody i czuł się zmęczony. Długami, intrygami, ambicjami. Śmierć, czuł jej oddech na plecach od jakiegoś czasu. Być może nastąpi to właśnie teraz. Z ręki rywala albo jego kompanów, a jeśli przeżyje to i tak czeka go kara. Pojedynek w obrębie marszałkowstwa to pewny wyrok. Gardło. Z każdej strony śmierć. Zatęsknił za ojczyzną, lecz przecież i tam czekał go stryczek. Nie tyle za spektakularną ucieczkę z więzienia I Piombi , ile za niewyparzony język… Tak, właśnie, za język. Paplał po wszystkich dworach Europy o weneckich tajemnicach, a tego nie wolno nawet doży. Wenecjanie najbardziej nienawidzą zdrady. Zdradą zaś jest dla nich niemal wszystko, co dotyczy ujawnienia ich obyczajów i trybu życia. Nie wspominając o kontaktach, handlu, polityce… Nie tak to miało wyglądać. Lepiej było zostać kaznodzieją, matka już mu prawie załatwiła biskupstwo… Temperament. Zawsze to samo. Z drugiej jednak strony ten pojedynek był dla niego szansą. Jeśli udałoby się ujść z życiem i nie popaść w niełaskę króla? Ostatecznie, samo wyznawanie rzucone plebejuszowi przez magnata nobilituje. Synowi aktorów, przedstawicieli nieszanowanego nawet w Wenecji, frywolnego zawodu nie zależało na niczym więcej niż nobilitacji. To dla niej przymilał się możnym i romansował ze szlachetnymi, inteligentnymi damami. To od nich czerpał wiedzę, inspirację i ambicję. To im się odpłacał rozkoszą za bezcenną wiedzę…

Z zadumy wyrwał go głos sekundanta:
- Panowie, zaczynamy! Ustawcie się tyłem do siebie i ruszcie się o dziesięć kroków. Następnie odwrócicie się i oddajcie strzał.

Giacomo niewiele pamięta z tego, co się wtedy stało. Myślał o czymś innym, a jednocześnie był przecież maksymalnie skoncentrowany. Prawdopodobnie wykonał te przepisowe dziesięć kroków, dotarł do szpaleru, odwrócił się i strzelił. Jednocześnie z Branickim. Wtedy poczuł ten piekielny ból. Przymknął oczy. Wyszeptał:
- To już chyba koniec. Koniec tułaczki. Już nigdy nie wrócę do Wenecji. Już nigdy nie pokocham żadnej kobiety. Nigdy nie dam nikomu rozkoszy. Nie zagram w karty. To koniec Giacomo Casanovy. Mój los zależał od kaprysu możnych, od humoru kochanek i szczęśliwej karty. Skończyła się dobra passa, ale nic nie odbierze mi tego, że dobrze się zabawiłem.

Jeśli nawet ktoś to usłyszał, to z pewnością nie zrozumiał. W tym kraju francuszczyzna była wyżej ceniona niż melodia jego ojczystej mowy. Otworzył oczy. Przed sobą ujrzał broczącego krwią Branickiego. I szablę. Szabla zbliżała się do jego twarzy! Trzymał ją rozwścieczony sekundant i przyjaciel rywala. Za nim już dobywali broni kolejni z obstawy. W tym momencie Branicki, nie bacząc na krwotok, zawołał:
- Kanalie! Oszczędźcie go!

Odpiął ze swojej piersi medal i kazał przekazać zwycięzcy pojedynku. Dołożył także trzos złota, myśląc, że Giacomo będzie zmuszony czym prędzej uchodzić z kraju.

Dziwna rzecz to – honor. Pomyślał Giacomo, widząc jak pomimo własnego opłakanego stanu i przegranej rywal, wzniósł się na wyżyny tego pojęcia. Szlachetność to godna podziwu. Branicki rzucił do niego:
- Wygrał lepszy. Uchodź czym prędzej. Wielkie grozi ci niebezpieczeństwo.

Posłuchawszy się, mimo bólu i krwawienia zranionej dłoni ruszył przed siebie. Wiedział, że Branicki, dopóki przytomny, powstrzyma rozwścieczonych kamratów. Jednak, gdy straci przytomność, Giacomo czeka pewna śmierć. Uchyliwszy bramy ogrodu, wyszedł na drogę. Już świtało. Nad łąkami unosiły się mgły. Na łąkach, z wysokiego śniegu sterczały samotnie wysokie trawy. Trudno było dostrzec drogę. Wszędzie biało. Z Woli do Warszawy jest spory kawałek, a jemu nogi drżały i odmawiały posłuszeństwa. W tym momencie, jak we śnie ujrzał zbliżające się sanie. To chłop jakiś jechał w stronę stolicy. Giacomo namacał w sakwie dukata, wyjął go i pokazał. Cham, mimo iż był wystraszony widokiem egzotycznie ubranego, zakrwawionego jegomościa, nie mógł jednak pogardzić blaskiem monety i zatrzymał konia.

Wenecjanin wlazł na sanie i osłabiony położył się na deskach. Ruszyli. Było zimno i Giacomo nakrył się śmierdząca, brudną derką. Dobrze zrobił, bo nie ujechali kilometra, a minął ich oddział pędzących, pałających żądzą zemsty ułanów. Znaczy się, że z Branickim było gorzej...

W roku 1765, przyciągnięty sławą życia dworskiego pod panowaniem króla Stanisława Augusta, przybywa do Polski znany uwodziciel, hazardzista, dyplomata. Giacomo (Jacques) Girolamo Casanova . Wędrując po europejskich dworach, w drodze z Petersburga trafia do Warszawy w nadziei na objęcie posady królewskiego sekretarza. Niestety plany te pokrzyżował słynący z awanturnictwa generał Franciszek Ksawery Branicki herbu Korczak, jeden z późniejszych przywódców Konfederacji Targowickiej i zdrajca ojczyzny.

Król cenił sobie filozoficzne dyskusje z bywalcem salonów. Słowne pojedynki na łacińskie sentencje, często przeradzały się w ironię czy wręcz złośliwość, na jaką pozwalał Casanovie, pomijając dzielącą ich różnicę pochodzenia. Na specjalne względy króla Polski Casanova mógł liczyć nie tylko ze względu na listy polecające od wpływowych przedstawicieli najznakomitszych rodów Europy, ale także ze względu na fakt, że należeli wspólnie z królem do braterstwa Loży Masońskiej…

Casanova nabył rozległą wiedzę o ówczesnym świecie i znany był z talentów oratorskich, politycznych, filozoficznych i historycznych. Jego analiza ówczesnych stosunków dyplomatycznych i kultury Wenecji stanowiły dla króla bezcenne źródło informacji. Wenecjanin podczas rocznego pobytu w Polsce nie próżnował. Jego późniejsze analizy pełne są uważnych i krytycznych spostrzeżeń odnośnie do ówczesnej Polski, jej społeczeństwa i obyczajów. Nie szczędzi przy tym szczegółowych opisów, jak na przykład w sytuacji, gdy postanawia wynająć powóz: „…w Warszawie, gdzie niemożliwe jest chodzenie pieszo”. Rzeczywiście w tamtych czasach ulice stolicy nie były jeszcze wybrukowane, co potwierdzają płótna malarza Bernarda Bellotta, zwanego Canalettem.

Casanova uważnie oberwał życie dworskie i obyczaje ówczesnej szlachty. Określając ród Czartoryskich, używa włoskiego sformułowania „familia”, mając na celu podkreślenie ich znaczenia i gęstej sieci kontaktów, jakie nawiązali w społeczeństwie europejskim. Przybysz, korzystając z sympatii magnaterii, niczym wytrawny szpieg zbiera niesamowitą ilość informacji o kraju i polskim społeczeństwie, które w kilka lat później doprowadzą go do napisania obszernej Istoria delle turbolenze della Polonia (Historia zawirowań w Polsce). To rzadki i ważny dla historyków materiał, w którym autor m.in. przewiduje nieuchronny rozbiór Polski…

Dlaczego słynny uwodziciel, umiejący stawiać trafnie tezy filozoficzne, godzi się na ten z wszech miar ryzykowny krok, jakim jest pojedynek z polskim szlachcicem?

Kiedy wczesną wiosną roku 1766 w Teatrze Królewskim w Starej Oranżerii w Łazienkach Warszawie miała się odbyć premiera komedii Franciszka Bohomolca „Małżeństwo z kalendarza”, Casanova próbował wymówić się z obejrzenia spektaklu. Królowi jednak się nie odmawia i chcąc nie chcąc zjawił się w nowo otwartym teatrze. W przedstawieniu brały udział dwie włoskie aktorki, które były wcześniej jego kochankami: Anna Binetti i Teresa Casaccii. Po przedstawieniu Casanava w imieniu króla udał się do garderoby Cassaci, by złożyć jej gratulacje. Gdy po drodze mijał garderobę Binetti, kurtuazyjnie wstąpił do niej, w imieniu własnym…To był błąd. Po chwili, sądząc, że Casanova jest jego rywalem, wtargnął tam zazdrosny wielbiciel Binetti, Ksawery Branicki i wyzwał go na pojedynek. Casanova zaprzeczył, jakoby starał się o względy aktorki, Branicki jednak nie ustępował i zarzucił Wenecjaninowi tchórzostwo.

W niewielkiej książeczce pt. Il Duello Casanova tłumaczy, że przyczyną pojedynku była zniewaga Branickiego, ale nie ta, którą skierował do niego osobiście, gdy nazywał go wałkoniem. Casanovę rozwścieczyła forma obelgi: „poltrone veneziano”. Skierowana niejako w odniesieniu do jego ojczyzny jako kraju osób próżnych i leniwych. Jak pisze w Il Duello „Jeśli ostatecznie do tego grubiańskiego epitetu nie dodałby przymiotnika »wenecki«, być może ścierpiałbym afront, ale moim zdaniem nie ma człowieka, który mógłby znieść słowa, które poniżają jego naród”.

Zwycięstwo Casanovy w pojedynku było jednocześnie początkiem lawiny problemów, jakie spadły na głowę uwodziciela. Oczywiście wydarzenie to ostudziło sympatię króla do niedoszłego sekretarza. Giacomo przestał być zapraszany na dwór i wkrótce otrzymał informację, że król cofnął mu swoją opiekę. Ponieważ miał wiele długów, królewski minister hrabia Moszyński ofiarował mu jednak na pocieszenie niemałą sumę, by mógł je spłacić i wyjechać z Polski. Pojedynek znanego w całej Europie uwodziciela z polskim magnatem i przyjacielem króla stał się sensacją towarzyską. Plotkowano o nim w Paryżu, Wenecji, Wiedniu, w Rzymie, Moskwie i Londynie. Branicki, mimo upokorzenia, do końca zachował się honorowo, kilkakrotnie wspierając i chroniąc Casanovę. Niestety Wenecjanin nie znalazł miejsca na łamach swoich publikacji, by wyrazić szacunek dla przeciwnika. Także wobec króla Stanisława Augusta i ówczesnej Rzeczpospolitej zachował krytyczny stosunek, mimo otrzymanej pomocy w wysokości co najmniej 200 dukatów (dzisiejsza wartość ok. 24 000 euro), która pozwoliła mu spłacić najważniejsze długi.

Casanova, jakkolwiek by go oceniać, niewątpliwie pozostawił po sobie legendę uwodziciela (w swoich pamiętnikach wspomina on o intymnych stosunkach ze 122 kobietami). Jednakże romanse stanowiły jedynie fragment jego niezmiernie bogatego życia. Jego dorobek pisarski stanowi kilkanaście, często wielotomowych dzieł i analiz. W pełni wykorzystał możliwości Oświecenia, zdobywając ówczesny świat: od warsztatu szewskiego swojego dziadka, przez kościoły i klasztory do największych salonów i dworów Europy. W swoich pamiętnikach, podsumowując własne życie, napisał: „Nic nie odbierze mi tego, że dobrze się zabawiłem”.

Przemysław Krajewski
 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X