19.03.2020, 09:15

Bez folku projektowanie nie ma sensu

Tożsamość stylu, określenie swojego stylu i osobowości. Nie znoszę, kiedy kobiety ślepo śledzą trendy i kupują to, co jest akurat „modne”. Przecież trendy ciągle się zmieniają. Stawiam na bycie sobą i autentyczność.

 

 

 

 

 

 

DAMOSFERA: Jesteś obywatelką ziemi czy kosmitką? Stawiasz na głowie góry, świat mody moczysz w wodzie, a tradycje góralskie regularnie liftingujesz…

ANETA LARYSA KNAP:  Jestem projektantką, więc TWORZĘ! To, co mam w myślach, przekładam na stroje, a potem przenoszę na wybieg.

Jak to się wszystko zaczęło?

Kiedy wybierałam szkołę, znajomi polecali mi marketing i zarządzanie, czyli przyszłościowe kierunki. Dla mnie była to totalna abstrakcja… Na szczęście w ręce wpadła mi ulotka szkoły projektowania ubioru i to był strzał w dziesiątkę. Uparłam się, by do niej pójść. W czasie studiów byłam szarą myszką, która grzecznie słucha mentorów, ale mimo to cały czas miałam niedosyt. Marzyłam, by stworzyć coś swojego i autentycznego. Chciałam mieć własną markę, która byłaby na tyle charakterystyczna, że bez patrzenia na metkę, każdy ją rozpozna.

Zaczęłaś tworzyć w trakcie studiów?

Zaczęłam od szukania  firm, które robią pokazy mody. Było z tym krucho, a poza tym młodych projektantów nie było stać na to, by się na nich wystawiać. Dlatego stwierdziłam, że będę sama robić pokazy mody.

I wtedy powstały „Polki Folki”. To były pierwsze pokazy mody w Europie z wybiegiem zbudowanym na wodzie czy tafli lodu.

„Zwykłe” pokazy mody mnie nudzą, bo są puste, monotonne i nie mają wyrazu. Szukałam żywiołu, czegoś spektakularnego, chciałam zrobić show, performance! Moda musi działać na zmysły, odczucia i być wielkiego kalibru.  Wszystko to wymaga ogromu pracy, ale jest ogromnie satysfakcjonujące!

Pamiętasz swój pierwszy projekt?

To były kierpce na obcasie i jeansy haftowane ręcznie w parzenice. Pojechałam z nimi na konkurs do Kielc, gdzie pokaz był owacyjnie przyjęty przez publiczność, ale jury nie przepuściło mnie do kolejnych etapów. Zaczęłam się zastanawiać, o co w modzie chodzi, bo do finału konkursu przeszły – brzydko mówiąc – rzeczy nieładne: niedobrze uszyte, za duże i za szerokie. Nie mogłam tego zrozumieć, dlaczego moje rzeczy, tak dobrze uszyte, przemyślane, wyprasowane… nie spodobały się jury. W następnym roku zaprojektowałam na konkurs totalnie ekstremalny płaszcz: jaskrawy, różowy, z ekoskóry. Wszystko było pomarszczone, za duże i od razu z nim weszłam do finału. Jeden z jurorów, Tomasz Jacyków podszedł do mnie i powiedział, że płaszcz jest rewelacyjny, bo nie naśladuje zagranicznej mody – jest oryginalny: oparty na tradycji i prawdzie. To mnie utwierdziło w przekonaniu, że droga, którą obrałam jest słuszna. Wiedziałam, że bez folku projektowanie nie ma sensu.  

Stawiasz też na ekologię i ochronę zwierząt. Pamiętamy Twój niesamowity projekt pt. „Zwierzak”!

Tak, od tego czasu nie jem mięsa. To był ekologiczny projekt. Prawdziwym futrom mówię stanowcze: „Nie!”. Pracę dyplomową pisałam o wybijaniu zwierząt na futra. Jestem miłośniczką szynszyli. Miałam ich w domu około szesnastu. Kiedyś przywiozłam od swojej prababci starą, drewnianą szafę, z której wyjęłam wszystkie półki i zrobiłam w niej mieszkania dla nich.

Swoje projekty nosisz sama i jesteś twarzą kolekcji. Od początku do końca jesteś marką!

Od tego zaczęła się moja przygoda z modą, że zaczęłam projektować dla siebie. Mimo że jestem góralką i mieszkam na Podhalu, nigdy nie miałam na sobie stroju góralskiego. Nie pasuje mi jego fason – jest trochę przaśny. Dlatego zaczęłam projektować rzeczy z elementami folkloru. Po latach, organizując „Polki Folki” na tafli lodu, gdzie były ogromne trybuny do zapełnienia, narodził się w mojej głowie pomysł, by zorganizować próbę ustalenia rekordu Guinnessa w zebraniu jak największej ilości ludzi ubranych w stroje ludowe i wtedy – by podwyższyć tę ilość – po raz pierwszy nałożyłam strój góralski. Ale to była misja.   

W swoim modowym CV masz projekt: bielizna góralska.

Od początku, w projektowaniu, góralszczyznę przełamuję na kobiecy styl. Jak kierpce, to tylko na szpilkach, a stroje koniecznie dopasowane do ciała, by podkreślały sylwetkę. Stąd się wziął też pomysł na bieliznę. 

Jak wygląda praca nad kolekcją?

Zaczynam od zbierania od góralek starych chust góralskich, które potem leżą u mnie w szafie i czekają na „Polki Folki”, w trakcie których zawsze pokazuję nową kolekcję. Z chust czerpię inspirację, elementy do nowych kompozycji i strojów. Ostatnim motywem przewodnim kolekcji „Fair Candy” był ogień, który znalazłam na wzorze jednej z chust. Nie wyszedł mi na wzorach w kolekcji typowy płomień, ale dodałam do niego inspirację cukierkami – paleniakami, które kupuje się regionalnie na odpustach i wszystko wyszło bardzo „sweetaśne”.

Szyjesz też sama?

Mam krawcowe, ale wszystko przechodzi przez moje ręce, opracowuję projekty pod kątem wykończenia i ręcznych prac, np. obszywania, ozdabiania. Z paniami krawcowymi jesteśmy już „dopracowane” na 100%, bo od lat współpracujemy. Miałam nawet kiedyś taki przypadek, gdy krawcowa po rozmowie ze mną i obejrzeniu szkiców, po pewnym czasie zadzwoniła do mnie, mówiąc: Pani Aneto, ja nie wiem, jak mam to zrobić, ale to zrobię. I zrobiła, tak jak miało być! (Śmiech.)

Co chcesz przekazać swoją modą?

Tożsamość stylu, określenie swojego stylu i osobowości. Nie znoszę, kiedy kobiety ślepo śledzą trendy i kupują to, co jest akurat „modne”. Przecież trendy ciągle się zmieniają. Stawiam na bycie sobą i autentyczność.

Twoje projekty kojarzą się ze stylizacjami Cleo.

Znamy się i bardzo lubimy. Cleo sama tworzy swoje sceniczne stroje i wspiera „Polki Folki”, nagrywając filmiki, w których zaprasza na to wydarzenie.

Jakie elementy z folkloru zakopiańskiego ludzie lubią najbardziej?

Odpowiem tak: Osoby, które przyjeżdżają na Podhale, najlepiej znają parzenice, a ja już na nie nie mogę patrzeć, bo są wszędzie: na każdym szyldzie pensjonatu, na zasłonach, na poduszkach. Podobnie stało się ze spódniczkami Cleo, która je rozsławiła, a teraz na Gubałówce sprzedaje się je jako pamiątkę z Zakopanego. To przykre, bo dochodzi tu do łamania prawa autorskiego i smutne jest to, że górale, którzy mają tradycję pod nosem, zamiast sami coś tworzyć – korzystają, w celach komercyjnych, z czegoś cudzego.

 

Zdjęcia z kolekcji Gold i Fire Candy

Aneta Larysa Knap: Prekursorka łączenia tradycji z nowoczesnością w branży odzieżowej. Zajmuje się tworzeniem nowatorskiego stylu, bazującego na dotychczasowych kanonach emblematów góralskiego folkloru, poprzez próbę scalenia w jedno codzienności i funkcjonalności z nieskazitelnym charakterem regionu Podhala.

 

Rozmawiała: Katarzyna Kamińska

 

Galeria:

 
 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera TwitterDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X