20.11.2021, 11:00

Bal

Każda z nas miała jakieś plany, marzenia, chciała coś osiągnąć. Do czego tak naprawdę doszłyśmy? Gdzie jeszcze możemy dojść? Wyobraź sobie, że dostajesz jedną noc od losu. Taką noc, w której możesz wszystko, której nikt nie oceni, której nikt Ci nie zabierze. Co byś zrobiła?
Mam plan. Zabiorę Cię, jak Twój dobry duch, w podróż. Każdy lubi podróże, każdy lubi relaks, ale czy taka podróż będzie relaksująca? No cóż, zobaczymy.


Jesteś piękna, wyglądasz oszałamiająco, dzwonię do Ciebie, dając Ci 10 min na wyjście przed dom. Poziom ekscytacji jest ogromny, czujesz serce w gardle, nogi Ci się trzęsą. Jednak, to nie jest takie uczucie jak przed maturą, to uczucie podniecenia naprzemienne ze szczęściem. Mija 10 min, podjeżdżam Twoim wymarzonym autem pod drzwi, pamiętaj, tutaj musisz uważać, znamy się już trochę i wiesz, że nie umiem prowadzić idealnie. Schodzisz do mnie, cóż za widok, kobieta piękna, pewna siebie, idealna, mądra. I co robimy? – pytam. I otóż to, co robimy? – pytasz ze zdziwieniem. Skąd twoje zaskoczenie, dlaczego nie wiesz? Możesz zrobić, co zechcesz, pójść dokąd chcesz, masz jedną noc, w której nikt nie będzie Ci przeszkadzał. Podpowiem, jedziemy na bal, na którym będą wszyscy. Pytasz, kto to Ci wszyscy? Zobaczysz… Jedziemy, światła miasta migają, jedziemy szybko, przecież kiedyś to lubiłaś. Zaciskasz dłonie na złotej, małej torebce, pocą Ci się. Dlaczego tak się dzieje, może przez niewiedzę, może ze strachu? Trudno stwierdzić, ale nie myślisz o tym. Wydaje Ci się, że masz to wszystko gdzieś, ufasz mi, że zabiorę Cię daleko.

Podjeżdżamy pod idealny w swej prostocie budynek, jest majestatyczny wymarzony, na bal. Jesteś zdziwiona, zaskoczona, patrzysz na mnie i nie wierzysz. Co my tu robimy, nie byłam na takim balu, nie umiem się zachować, nie jestem towarzyska, wymieniasz coraz szybciej wszystkie swoje wady. Ja tylko spojrzałam w ciszy, uznałam, że to nie jest pora na tłumaczenia. Idziemy – stwierdziłam, a Ty bez oporów ruszyłaś za mną. Drzwi się otwierają, a twoje oczy stają się pełne łez. Podchodzimy do pierwszych gości, nie muszę Cię przedstawiać znasz ich, to twoje dzieciństwo i beztroska. Oboje się uśmiechają. Są tacy zapatrzeni w siebie, witają Cię i gratulują. Mówią, że zapomniałaś o nich trochę, ale w sumie Ci wybaczają, bo wiedzą, że czas biegnie nieubłaganie i wspomnienia się rozmywają. Co czujesz, jak patrzysz na to z tej perspektywy, kiedy ostatnio przybiłaś piątkę z tymi wszystkim uczuciami, które miałaś w sobie gdy byłaś dzieciakiem? Zaniemówiłaś... cóż, nie mówiłam, że będzie łatwo. Jednak nie chcesz się wycofać, kolejni goście czekają. Bierzesz łyk dobrego wina, myślisz, że gorzej być nie może. Podchodzimy dalej, cóż znów do Twoich oczu podchodzą łzy, widzisz przed sobą, wiek buntowniczki i wielki spontan. Patrzysz na mnie i pytasz: dlaczego? Ja nie znam odpowiedzi, to Ty za tym tęsknisz, to Ty o tym zapomniałaś, ja tylko jestem Twoim kierowcą tej nocy. Spontan, pyta co się stało dlaczego zapomniałaś? Buntowniczka nie pyta. Jest wściekła, nie rozumie Cię i nie chce zrozumieć, bo i po co, Ty nie chciałaś zrozumieć, Ty nie chciałaś pamiętać. Co teraz? – pytasz, ile jeszcze? Bierzesz kolejny łyk wina, kolejny i kolejny. A ja zastanawiam się, co jeszcze się wydarzy. Jednak wierzę w Ciebie bardziej, niż Ty sama. Przechodzisz dalej, pytasz, czy możesz spróbować kawałek ciasta, tak kochałaś to ciasto jak byłaś młodsza. Patrzę na Ciebie ze zdumieniem, nie pytaj, próbuj, może to ostatnia szansa. Kolejna para, z którą przyszło Ci się zmierzyć to wieczna młodość i poczucie własnej wartości. Wiesz, to ten moment w życiu, kiedy wydaje nam się, że życie będzie trwało wiecznie. Kiedy nikt i nic nie jest w stanie nas zniszczyć, to moment, kiedy nosimy głowę wysoko, tak wysoko, że widzimy wszystko z lotu ptaka. Nastała nostalgiczna, cisza. Twój makijaż spłynął, patrzysz na nich, nie wiesz, dlaczego tak się stało. Nie rozumiesz, dlaczego zapomniałaś. Głowa gdzieś upadła po drodze, poczucie własnej wartości rozbiło się o podłogę, wieczna młodość, nie jest już nawet wieczna w pamięci. Oni nic nie mówią, są jak duchy, bez twarzy, bez emocji. Przecież byliście przyjaciółmi. Miałaś ich nie opuszczać, tyle obiecałaś. Jak to się stało? – pytam, czy masz dość, kiwasz głową, że nie. Biorę zatem kieliszek w dłonie i idę za Tobą. Ciekawa jestem kogo jeszcze spotkam. Długo nie muszę czekać, przed nami dwie stare koleżanki... podarty dres i wieczna złość. Spoglądasz raz na nie, raz na mnie, ale one z ironicznym uśmiechem mówią, że widziałyście się wczoraj i w sumie jutro też będziecie się widziały, więc mają Cię dość. Patrzysz na mnie, ja na ciebie. Uśmiechasz się i mówisz, że to wcale nie tak, żebym nie słuchała, że nie masz czasu, że jesteś zmęczona. Ja wiem tyle, ile mi powiesz. Dopijam kieliszek, patrzysz na mnie i na kotarę w kącie, co tam jest? – pytasz. Nic, czarna dziura, pozostałości po twoim szczęściu, radości życia, walce o siebie. Idziemy – stanowczo stwierdzam i ruszam w stronę kotary. Nie chcę – mówisz, już wiem po co był ten cały bal. Jednak nalegam, nie zrozumiesz, jeśli nie zobaczysz. Chwytam Cię za dłoń, jasna cholera, jaka lodowata. Czego się boisz, przecież każdego dnia wchodzisz za tą kotarę i wracasz. Dziś zmienia się coś? Nie zmienia, masz na sobie piękną suknie, wysokie szpilki, wypiłaś trochę dobrego wina, poza tym nic innego się nie zmieniło. Czemu dziś nie chcesz tam pójść? Podnosisz wzrok i odwracasz głowę na bok: Dziś wiem dokąd idę – mówisz. Jestem zdumiona, a każdego dnia nie wiesz? Nie, łatwiej jest mi to usprawiedliwić, gdy udaje, że nic się nie wiem, nie czuje, nie rozumie.

Muzyka na balu milknie, nasi a raczej Twoi goście już wyszli zostajesz sama i ta cholerna kotara. Pytasz, czy możemy wracać. Oczywiście, że możemy, to Twój bal, to Twój świat i to Twoje decyzje – odpowiadam wychodząc. Kiedy drzwi za nami się zamykają, Twoja suknia przestaje tak lśnić, buty zaczynają cisnąć, torebka staje się za mała na wszystko, co chciałabyś zmieścić. Dłonie wracają do prawidłowej temperatury. Nie ma wymarzonego auta, zostaje przystanek autobusowy. Siadamy obok siebie, a ty patrzysz na mnie i pytasz: dlaczego, po co to wszystko, po co obietnica nocy jak z bajki, po co ta suknia, samochód, te uczucia? Dlaczego mi to zrobiłaś? A ja ze wzrokiem spuszczonym mówię: ja nie zrobiłam nic. To Ty ciągle powtarzasz, że chciałabyś innego życia, że chciałabyś coś przeżyć, że chciałabyś być jak one, panie z telewizji, że marzą Ci się piękne suknie, drogie auta, bale. Powtarzasz, że chciałabyś coś zmienić, ale nie wiesz co. Jednak na swój wyjątkowy bal, zaprosiłaś wszystko to, z czym mierzysz się każdego dnia lub nawet walczysz każdego dnia. Kiedy dasz sobie szansę? Zapomniałaś jak to jest być spontanicznym, beztroskim, czasem dziecinnym buntownikiem. Nastaje cisza, pytasz w końcu: jak to zrobić? Jak zrobić to teraz, gdy mam dom, męża, dzieci, pracę, pranie sprzątanie, gotowanie, problemy, nadgorliwą przełożoną, upierdliwą teściową, szkołę dzieciaków, rachunki, kredyty, sto innych problemów z którymi nie mam siły żyć. Jednak, czy to nie jest tak, że to, co jest dla nas problemem, wcale nie musi nim być? Czy to nie jest tak, że zmieniła Ci się perspektywa? Natłok spraw ciśnie Cię. Nadjechał autobus, podniosłaś się, spojrzałaś na mnie i wręcz wściekła powiedziałaś: łatwo jest mówić, gorzej zrobić. Opuściłam wzrok i podążyłam za Tobą. Fakt, pomyślałam, przecież ja niewiele mogę zrobić. Usiadłaś naprzeciwko mnie, dzień powoli się budził, rozmazany makijaż bardziej wskazywał na dobrą zabawę niż litry wylanych łez. Więc jak mam żyć? – zapytałaś. Pytasz mnie, czy siebie, przecież podobno innego wyjścia nie ma, sama tak mówiłaś. Kiedyś żyłam, jakbym nie bała się jutra, wiedziałam, że nadejdzie, ale nie miałam w planach martwienia się na zapas, po co, na co? Dziś tak żyć nie mogę, gdzieś po drodze utraciłam kawałek siebie, chyba nawet większy kawałek. Umiem być szczera z innymi, ale nie ze samą sobą. Dziś wiem, jak ciężko znosi się każdy dzień, jak bardzo chce się krzyczeć, wyć z bólu. Nie chcę tak żyć, ale od dawna nie mam pomysłu co zrobić. Podjeżdżamy pod nasz przystanek. Chyba nie miałaś łatwej nocy, pomyślałam, ale nie mówiłam nic. Stanęłam w oddali i patrzyłam na Ciebie jak odchodzisz w stronę domu. Nagle się zatrzymałaś, odwróciłaś i spojrzałaś na mnie mówiąc: Dziękuję, zrobiłaś dla mnie dziś dużo. Mam w sobie mniej żalu wiele muszę przemyśleć, ale dziękuję.

Po co zabrałam Cię w taką podróż? Każdemu przyda się chwila dla siebie. Pytanie jest zupełnie inne: jak często sama dajesz sobie czas na chwilę zapomnienia, na podróż, w której widzisz swoje troski, uczucia, które umiesz żywić. Nie umiałaś, umiesz, jesteś idealna dla samej siebie, z dumą noś sukienkę i szpilki, ale jeszcze wyżej i każdego dnia noś swoje poczucie własnej wartości. Nie udawaj, że coś Cię nie rani albo, co gorsza, nie udawaj, jeśli coś Cię boli. Wiara przenosi góry, pomyśl co może przenieść kobieta z wiarą we własne możliwości. Pomyśl o tym… może z kieliszkiem dobrego wina w dłoni.

Paulina Oleśkiewicz
 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X