15.06.2020, 14:07

Alicja Rosolska - cały czas gram, bo kocham tenis

 

Jesteś na szczycie tenisowego świata. Zawodniczka WTA. Takich sportowców, jak Ty jest w Polsce kilku. Rozmowa z Tobą to mega zaszczyt!

Alicja Rosolska: Dziękuję za te słowa, ale nie myślę tak o sobie. Czasami, gdy pojawiam się w klubie tenisowym, gdzie ludzie znają się na tenisie i oglądają turnieje, to słyszę gratulacje po dobrych wynikach.
Jednak jak jestem gdzieś na mieście i ludzie mnie rozpoznają to mnie zaskakuje. Kiedy przebywam na turniejach zagranicą, to wiem, że nie jestem jeszcze topową zawodniczką. Nie wygrałam Wielkiego Szlema, nie byłam numerem jeden na listach. Na co dzień przebywam z zawodnikami, którzy nie raz już wygrywali Wielkie Szlemy.

Błagam! Od lat grasz na największych turniejach, jesteś w czołówce najlepszych zawodniczek świata.

Tak to wygląda w Polsce (śmiech). Trzymam się przez kolejne pokolenia tenisistek – grała Joanna Sakowicz, Marta Domachowska, Agnieszka Radwańska, teraz Magda Linette i Iga Świątek. Widzę, jak zmieniają się kolejne pokolenia tenisistek. Jak profesjonalnie tenis rozwija się zagranicą i w Polsce.

Jak się zmienia?

Ludzie myślą już na samym początku, by zrobić karierę i robią wszystko pod to. Ja wyszłam z zupełnie innego rocznika. Zaczęłam grać, dlatego że moja mama jest trenerką tenisa. Tenis to była i jest moja pasja. Jako dziecko zakochałam się w tym sporcie. Cały czas gram, bo kocham tenis. W dzieciństwie WTA to były same gwiazdy, które ogląda się w telewizji i to był zupełnie inny świat. Byłam dzieckiem do podawania piłek na kortach Warszawianki, kiedy WTA turniej rozgrywał się w stolicy. Teraz jestem częścią tego świata. Śmieję się, że to nie jest wcale takie trudne, jak się postawi sobie za cel dotrzeć do niego, to można.

Na zdjęciu: Ala (ta w warkoczykach) z siostrą wygrała turniej w Warszawie w debla:)

Jak się tam znalazłaś?

Jestem uparta, wytrwała i ciężko trenowałam. Wykorzystałam to maksymalnie, by dotrzeć tu, gdzie jestem. Pomogli mi też rodzice, proponując po maturze, bym sobie na parę lat odpuściła naukę i spróbowała zacząć grać zawodowo.

Zdjęcie: Z Klaudią Janas, 1 finał WTA w Sopocie

Pierwszy zawodowy mecz zagrałaś z Robertą Vinci na Warszawiance, pamiętasz go?

Był to mój pierwszy duży mecz. Pamiętam, że poleciała mi krew z nosa, więc były to nerwowe początki. Z Robertą mam dobry kontakt do dziś: często widujemy się na turniejach, pomimo że skończyła karierę, pojawia się z zawodnikami na turniejach i zawsze miło się z nią rozmawia. To bardzo wesoła dziewczyna!

Potem jednak zaczęłaś grać w debla, porzucając karierę singlistki.

W deblu więcej się dzieje i mam od dziecka do niego sentyment, bo zawsze w niedzielę graliśmy rodzinnie w debla. Poza tym miałam jako juniorka zawsze lepsze wyniki w deblu.

Obecnie na turniejach często grasz z różnymi partnerkami. Jak je dobierasz?

Liczy się chemia. Dobrze gra mi się też z singlistkami: Belindą Bencic czy Simoną Halep. Mają inne podejście do debla: są na luzie, ale bardzo solidne. Dobrze gram na siatce, a one dobrze się czują z głębi kortu. Takich zawodniczek potrzebuję.

Zdjęcie: Turniej w Charleston 2019

W deblu odpowiedzialność za punkt jest rozłożona. Zdarza się, że są pretensje?

Zależy to przede wszystkim od charakteru zawodnika. Zazwyczaj wzajemnie się pocieszamy i motywujemy do gry, jak któraś zepsuje piłkę. Grając w debla jest trochę większa presja jak się psuje piłkę, bo nie tylko psujemy swoją grę, ale i partnerowi. Takie błędy mogą trochę dłużej w głowie siedzieć. Dlatego trzeba mieć mocną psychikę w tenisie, by nie popadać w dołki, tylko się zebrać w garść i zagrać coraz lepsze piłki. Nie trzeba brać całej winy na siebie i kurczyć się na korcie.

Jak się nauczyłaś zapominać o zepsutych piłkach?

W tenisie najlepiej jest żyć chwilą. Przygotowując się do meczu: medytuję i robię ćwiczenia na koncentrację. Wtedy jestem spokojniejsza na korcie, nie zwracam uwagi na warunki zewnętrze: kibiców, sędziów itp. Skupiam się na piłce i grze.

Stresujesz się, kiedy grasz z kimś znanym?

Jak jest stres to jest. Czy to osoba znana to nie ma znaczenia. Częściej jest odwrotnie, gdy jest to ktoś z kim powinnam wygrać to jest większa presja, bo jestem faworytką. Nawet wolę grać z większym nazwiskiem, bo jestem na luzie. (śmiech)

W tenisie za sprawą sióstr Williams i Szarapowej na korcie rządzi często mina – maska, która ma od razu ustawić przeciwnika na straconej pozycji. Ty chyba nie stosujesz takich strategii, bo zawsze jesteś pozytywna. Nie przeszkadza ci taki styl?

Kiedy wychodzę na kort to gram i cieszę się grą. Jeśli w tym dniu moja dyspozycja jest lepsza to wygram, jak nie to przegram. Koncentruję się na tym, by mieć przyjemność z gry, bo wtedy lepiej mi idzie. Sporo zawodniczek poza kortem przyjaźni się. I dlatego zakładają te maski, by łatwiej im się grało. Są też takie zawodniczki, które na turniejach nie kontaktują się, trzymają tylko ze swoim teamem, bo lepiej im się wtedy gra. Ja wychodzę z założenia, że poza kortem jest normalne życie. Wolę uśmiechać się do ludzi i mieć znajomych na Tourze. Być szczęśliwym niż ciągle żyć w robocie nosząc maskę przez cały turniej. (śmiech)

Grałaś z Sereną Williams. Zionie ogniem?

Grałam debla przeciwko jej i Venus w Madrycie. Wyszła na kort i od razy patrzyła na mnie krzywym okiem, tak jakby mnie olewała – od razu zaczęła grę psychologiczną. Nic sobie z tego nie robiłam. Zaczęłam rozgrzewkę i chciałam rozgrzać voleja kilka razu. A tu Venus łapie piłkę i mówi mi, że to nie jest trening i zaczyna mi grać na smecza, a nie jak prosiłam. Starają się rozbroić psychicznie przeciwnika. Pierwszy raz miałam taką sytuację, że ktoś zwrócił mi uwagę, że za dużo rozgrzewam voleja. Siostry Williams tak już mają, że wychodząc na kort zrobią wszystko, by zabić (śmiech). Za to po meczu zachowują się jak najlepsze koleżanki. Uśmiechają się i wszystko jest OK. Potem spotkałyśmy się na innych turniejach, to witały mnie bardzo ładnie i serdecznie.

 

Zdjęcie: podczas meczu z Siostrami Williams w Madrycie

No, właśnie. A jak się czujesz, jak zawodniczka rzuca rakietą podczas meczu, wrzeszczy do swojego boksu…

Nie jestem tego typu zawodnikiem i nie lubię takich zachowań, choć rozumiem, że każdy z nas jest inny. Ma inne emocje i inaczej nad nimi panuje. Na szczęście są przepisy i granice, że nie można przeginać z emocjami. Pamiętam, jak grałam w Moskwie z Alize Cornet w debla i ona po każdej piłce mi płakała, że nie umie grać, itd., a jak tylko nowa wymiana się zaczynała, to walczyła niesamowicie o kolejny punkt. Różne miałam partnerki na korcie. Dziewczyny dojrzałe nie zawsze radzą sobie z emocjami, choć to pokazuje, jak bardzo im zależy na wygraniu meczu.

Najgorsze są krzyki na korcie…

Tak, to prawda, choć trener mi często mówi, żebym sama zaczęła krzyczeć, bo często nie oddycham na korcie. Teraz młodzi zawodnicy już nie mogą krzyczeć, jest to zabronione. Serena też tak miewa, że im mocniej się zepnie, to tym głośniej krzyczy, a piłka słabiej leci. Niektórzy krzyk stosują, gdy już nie mają siły, by przestraszyć przeciwnika.

Zdjęcie: Final miksta US Open 2018

Na tourze jesteś tylko z trenerem czy z mężem też?

Jeżdżę z mężem i nie czuję się samotnie.

Wyobrażasz sobie życie po zakończeniu kariery. Teraz ciągle jesteś w rozjazdach.

Dzięki kwarantannie powoli zaczynam sobie to wyobrażać. Trudno mi się odnaleźć w tym wolnym czasie. Na początku było super: jeździłam na działkę, spędzałam czas z rodziną. Zajmowałam się domem i ogródkiem. Teraz mnie to strasznie rozleniwiło, bo jestem przyzwyczajona do życia w ciągłym biegu i na wyższych obrotach mogę dużo więcej zrobić. Teraz zadaniem dla mnie jest zrobienie prania czy jazda do banku, co kiedyś było chwilą między treningami. Nie lubię siebie w takiej roli. Choć dobrze jest się wyciszyć, bo żyłam w zbyt dużym stresie i miałam nieprzespane noce. To dobry czas, by zadbać o zdrowie.

Kiedy zacznie się jakiś turniej? Masz jakieś wieści z WTA?

Co tydzień w piątki mamy mitingi online z WTA, gdzie ustalamy, co będzie się działo. Nie do końca wiadomo, czy odbędzie się US OPEN. Póki co nikt sobie nie wyobraża lotu do Stanów i spędzenia 2 tygodni w hotelu na kwarantannie, gdzie nie można wyjść na siłownię, a potem wyjść na kort i grać mecz z zawodniczką ze Stanów, która cały czas trenowała. Ponoć od sierpnia ma coś ruszyć. W najgorszym wypadku wycofają wszystkie turnieje do końca roku.

 

Rozmawiała: Kasia J Kamińska

Zdjęcie: archiwum Alicji Rosolskiej, WTA

 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X